Posty

Idealny świat

Obraz
Pewnego poranka znów obudził go znajomy dźwięk, telefon dzwonił i nie miał ochoty przestać. Wyrwany z objęć Morfeusza, nadal w połowie trwając w tym stanie, odebrał, nie znal tego głosu, a może po prostu nie chciał go poznawać. I tak było już zbyt późno. Stalo się, to co miało się stać, dogoniły go demony z przeszłości, te przed którymi starał się uciec choćby na koniec świata. Ucieczka przed tym gatunkiem demona jest jak spacer po schodach ruchomych w kierunku przeciwnym. Niby idziesz, ale bardziej stoisz w miejscu.  Kilka prostych slow, szybka wymiana zdań i już wiedział, był pewien, ze to co będzie miało nastąpić w niedalekiej przyszłości, będzie początkiem jego końca. Zbudował tamę, by odgrodzić się od przeszłości, by utrzymać spieniona wodę złych myśli z dala od siebie, ale ten telefon, ten dźwięk, znajomy choć już tak odległy ton głosu, ta barwa, te parę slów sprawiło,ze szczelna tama zaczęła przeciekać. Pojawiła się na niej szczelina, przez którą kropla po kropli do jego id...

Niedziela...

I znów nadeszła niedziela, dzień święty, kolejny siódmy dzień tygodnia, następna doba miesiąca. Pozwolił powolnie dopalić, się papierosowi w popielniczce, poprzez słuchawki docierały do niego źewne dźwięki jakieś piosenki, nawet nie zadał sobie trudu by wsłuchać się w jej treść. Wystarczała sama obecność dźwięku w świecie ciszy. Mrówka powoli przemierzała parkiet, za oknem ptak szybował dumnie, firanka kołysała sie leniwie, czas mijał, ziemia się kręciła. Wszystko było na swoim miejscu, tak przynajmniej się zdawało na pierwszy rzut oka, z resztą nikt nie przyglądał się dokładniej, nikt nie miał na to czasu, mrówka była zajęta swoimi sprawami i chyba nawet nie miała świadomości, że ktoś, że on ją obserwuje, ptak już zapomniał o tym, jak przelatywał obok jego okna, firanka nie czuła nic. Niby skamieniały siedział wytrwale, pozwalił by rzeczy się działy, by czas płynął swoim torem, by krew stygła w żyłach. I tylko jego myśli niczym stado galopujących mustangów, przemierzało jego psychikę,...

Pewnego razu w wietrzny dzień...

Wi atr wył złowieszczo za oknami , pomimo to nie potrafił przykryć księżyca ciemnymi chmurami. Pomimo wielu starań srebrny glob świecie swym bladym światłem, jakby od niego zależało czy ktoś odnajdzie drogę do domu. Niczym samotna latarnia wyznaczająca kierunek i dająca złudne poczucie, że jednak uda się dotrzeć do portu. Za oknami złowieszczo wyje wiatr, a w mej głowie złowieszczo wyją myśli. Niczym tornado pozostawiają w mej głowie chaos, i zrównane z ziemią marzenia, wygrywając drzewa pozytywnych myśli ciskaja we wszystkie strony. Przychodzą falami, niczym w alei tornad i odchodzą by znów się pojawić w najmniej spodziewanych momentach. Nie znają litości ich jedynym celem jest zniszczenie, zniszczenie tego co z tak wielkim trudem udało się odbudować po poprzedniej wizycie. W mej g...

Zastanawiające

Był wietrzny, choć pogodny poranek, chmury szybko płyneły po niebie, co chwila odsłaniając jego błekit. Gałęzie uginały się to w jedną to w drugą stronę pood naporem wiatru. Zacisze własnego domu było ciepłym, przemiłym schronieniem, dawało poczucie bezpieczeństwa. Za oknem parę ptaków walczyło z wiatrem,próbowało lecieć przed siebie w poszukiwaniu czegoś do jedzenia, z determinacją godną podziwu machały skrzydłami, cieły powietrze, by wiatr tak dla nich srogi nie wygrał i nie zepchnął ich w dół. Z zacisza swojego pokoju, wyglądało to jak zmaganie Dawida z Goliatem, heroiczna walka o przeźycie. I to ptaki o dziwo ją wygrywały, płyneły na przód podczas tego wietrznego sztormu. Instynkt, to jest to co sprawiało, że mimo wiatru, mimo tak nieprzyjemnej pogody,...

Pokój z widokiem

Obraz
Zamknięty w czterach ścianach, w celi którą sam sobie stworzyłem staram się uwolnić, od sumienia, od zła, od myśli. Ściany stają się coraz mniejsze, są coraz bliżej siebie, zmniejszając i ttak mały świat to zera. Powoli i systematycznie zamykają mnie, zamykam się na świat, na ludzi, zdarzenia, na wszystko co mnie otacza. Pozwalam by i tak już mały pokój stał się jeszcze mniejszy, by było tam miejsce tylko dla mnie. Patrząc w okno zastanawiam się czy tak właśnie musi być, gdzie popełniłem błąd, gdzie zawiodłem, że ten pokój stał się moim wiezieniem. Całkiem opadając z sił, mogę już tylko patrzeć, choć przez okno, które pokrywa brud złudzeń, nie widać od dawna przeblysku marzeń, nie widać już nic prócz ciemności i bólu. Bólu oddechu, bólu myśli, bolu posiadania uczuć. Ten widok kiedyś tak piękny, tak nieralnie prawdziwy, tak bliski, że wystarczyło tylko otworzyć okno i można było go dotknąć, on już nie powróci, zniknął. Zamieniony w suchą pustynie, na której nie rośnie nic, na któr...

Lot

Obraz
Spadam, jestem wolny jak ptak. Rozkladam rece i ta chwila trwa wiecznie w moim umysle, nareszcie wolny. Nieuchronna rzeczywistosc zbliza sie do mnie jak ziemia, ale nie przejmuje sie tym, warto zaplacic taka cene za ta chwile, wolnosc jest bezcenna. wszyskto zostawilem za soba, nic mnie nie poruszy, zamykam oczy i smakuje to uczucie. rozplywam sie w swiecie marzen, pragnien i nieskonczonej wolosci. ziemia zbliza sie z zawrotna predkoscia, swist powietrza zaglusza wyrzuty sumienia, moje i tak martwe cialo przecina atmosfere niczym noz tort. ziemia coraz blizej, nieuchronny koniec pieknego lotu, jeszcze tylko chwila i upadek stanie sie faktem. w ostatnich chwilach wykrzykuje wszystko, oczyszczam sie. po czym me cialo z cala moca uberza o powierzchnie. umarlem i dobrze mi z tym. nareszcie wolny w wiecznym swobodnym spadaniu...

Daleka droga do....

Obraz
Ołowiane chmury zwisały nad gładkim dywanem asfaltu, powoli nabieraliśmy prędkości. Miarowa praca silnika niemalże usypiała, koła pchane mocą drzemiących w nim koni mechanicznych zaczynały kręcić się coraz szybciej. Krople deszczu rozbijały się na przedniej szybie. Nadal nabieraliśmy prędkości, prędkości dającej wolność, budzącej lęk, tej prędkości, którą tak uwielbiamy. Głośna muzyka w uszach nie potrafiła zagłuszyć silnika, który grał swoja najwspanialszą melodię. Czuując jeggo wibracje, czułem się wspaniale, wszystko inne przestawało istnieć, jakby moje zycie zostało gdzieś za mną, w tej chwili liczył się tylko czarny pas drogi, liczyła się droga. Uczucie niebieńskiego spokoju pojawiło się przy 180km/h, po kolejnych 10 nastąpiła ekstaza. Kolejny zakręt, długa prosta, znów zakręt, jazda ku lepszemu, najlepsza jazda. Mocny bas uderzył z głośników, nie pozostawiając wątpliwości, co do tego, że mimo niesprzyjającej aury to jest cudowny dzień i to uczucie jeszcze na długo zagości ...