Posty

Wyświetlanie postów z 2015

Idealny świat

Obraz
Pewnego poranka znów obudził go znajomy dźwięk, telefon dzwonił i nie miał ochoty przestać. Wyrwany z objęć Morfeusza, nadal w połowie trwając w tym stanie, odebrał, nie znal tego głosu, a może po prostu nie chciał go poznawać. I tak było już zbyt późno. Stalo się, to co miało się stać, dogoniły go demony z przeszłości, te przed którymi starał się uciec choćby na koniec świata. Ucieczka przed tym gatunkiem demona jest jak spacer po schodach ruchomych w kierunku przeciwnym. Niby idziesz, ale bardziej stoisz w miejscu.  Kilka prostych slow, szybka wymiana zdań i już wiedział, był pewien, ze to co będzie miało nastąpić w niedalekiej przyszłości, będzie początkiem jego końca. Zbudował tamę, by odgrodzić się od przeszłości, by utrzymać spieniona wodę złych myśli z dala od siebie, ale ten telefon, ten dźwięk, znajomy choć już tak odległy ton głosu, ta barwa, te parę slów sprawiło,ze szczelna tama zaczęła przeciekać. Pojawiła się na niej szczelina, przez którą kropla po kropli do jego id...

Niedziela...

I znów nadeszła niedziela, dzień święty, kolejny siódmy dzień tygodnia, następna doba miesiąca. Pozwolił powolnie dopalić, się papierosowi w popielniczce, poprzez słuchawki docierały do niego źewne dźwięki jakieś piosenki, nawet nie zadał sobie trudu by wsłuchać się w jej treść. Wystarczała sama obecność dźwięku w świecie ciszy. Mrówka powoli przemierzała parkiet, za oknem ptak szybował dumnie, firanka kołysała sie leniwie, czas mijał, ziemia się kręciła. Wszystko było na swoim miejscu, tak przynajmniej się zdawało na pierwszy rzut oka, z resztą nikt nie przyglądał się dokładniej, nikt nie miał na to czasu, mrówka była zajęta swoimi sprawami i chyba nawet nie miała świadomości, że ktoś, że on ją obserwuje, ptak już zapomniał o tym, jak przelatywał obok jego okna, firanka nie czuła nic. Niby skamieniały siedział wytrwale, pozwalił by rzeczy się działy, by czas płynął swoim torem, by krew stygła w żyłach. I tylko jego myśli niczym stado galopujących mustangów, przemierzało jego psychikę,...

Pewnego razu w wietrzny dzień...

Wi atr wył złowieszczo za oknami , pomimo to nie potrafił przykryć księżyca ciemnymi chmurami. Pomimo wielu starań srebrny glob świecie swym bladym światłem, jakby od niego zależało czy ktoś odnajdzie drogę do domu. Niczym samotna latarnia wyznaczająca kierunek i dająca złudne poczucie, że jednak uda się dotrzeć do portu. Za oknami złowieszczo wyje wiatr, a w mej głowie złowieszczo wyją myśli. Niczym tornado pozostawiają w mej głowie chaos, i zrównane z ziemią marzenia, wygrywając drzewa pozytywnych myśli ciskaja we wszystkie strony. Przychodzą falami, niczym w alei tornad i odchodzą by znów się pojawić w najmniej spodziewanych momentach. Nie znają litości ich jedynym celem jest zniszczenie, zniszczenie tego co z tak wielkim trudem udało się odbudować po poprzedniej wizycie. W mej g...