Daleka droga do....
Ołowiane chmury zwisały nad gładkim dywanem asfaltu, powoli nabieraliśmy prędkości. Miarowa praca silnika niemalże usypiała, koła pchane mocą drzemiących w nim koni mechanicznych zaczynały kręcić się coraz szybciej. Krople deszczu rozbijały się na przedniej szybie. Nadal nabieraliśmy prędkości, prędkości dającej wolność, budzącej lęk, tej prędkości, którą tak uwielbiamy. Głośna muzyka w uszach nie potrafiła zagłuszyć silnika, który grał swoja najwspanialszą melodię. Czuując jeggo wibracje, czułem się wspaniale, wszystko inne przestawało istnieć, jakby moje zycie zostało gdzieś za mną, w tej chwili liczył się tylko czarny pas drogi, liczyła się droga. Uczucie niebieńskiego spokoju pojawiło się przy 180km/h, po kolejnych 10 nastąpiła ekstaza. Kolejny zakręt, długa prosta, znów zakręt, jazda ku lepszemu, najlepsza jazda. Mocny bas uderzył z głośników, nie pozostawiając wątpliwości, co do tego, że mimo niesprzyjającej aury to jest cudowny dzień i to uczucie jeszcze na długo zagości we mnie. Gdy biała przerywana linia zlewała się w ciągłą czułem, że zaczynam źyć na nowo. Niby nic niznacząca podróż, ale dla mnie to droga do lepszego innego życia....
Komentarze
Prześlij komentarz