Cisza przed burzą...
Było to na tyle niedawno by pamiętać, a na tyle dawno by pewne szczegóły uszły z pamięci. Dzień nie był nadzwyczajny, ciepły snoneczny, w powietrzu czuć było zbliżającą się burze. I ta burza nadeszła, ale nie taka na którą wszyscy czekali. Burza zaczęła sie tak nagle, jak tylko nagle może się zacząć. Pierwsze gromy uderzyły tam gdzie najmniej się tego spodziewał, wiedział, miał pełną świadomość, że to tylko początek, że nawałnica może i zapewne przybierze na sile. Miał jedynie nadzieję, że przed głównym uderzeniem zdąży zebrać się w sobie, skupić całą swoją energię na tym, by przetrwać, by wygrać, albo chociaż umrzeć próbując. Niebo nad jego głową zrobiło się tak ciemne jak jego myśli, blask słońca już dawno przestał istnieć, nie dodawał otuchy, lecz sprawiał, że chmury stawały się ciemniejsze i bardziej złowrogie, grzmoty i błyski dochodziły do niego z oddali, niczym echo zbliżającej się bitwy. Z każdą minutą zmniejszając dystans, powoli niespiesznie realne stawało się to co nieunikni...