Niedziela...
I znów nadeszła niedziela, dzień święty, kolejny siódmy dzień tygodnia, następna doba miesiąca. Pozwolił powolnie dopalić, się papierosowi w popielniczce, poprzez słuchawki docierały do niego źewne dźwięki jakieś piosenki, nawet nie zadał sobie trudu by wsłuchać się w jej treść. Wystarczała sama obecność dźwięku w świecie ciszy. Mrówka powoli przemierzała parkiet, za oknem ptak szybował dumnie, firanka kołysała sie leniwie, czas mijał, ziemia się kręciła. Wszystko było na swoim miejscu, tak przynajmniej się zdawało na pierwszy rzut oka, z resztą nikt nie przyglądał się dokładniej, nikt nie miał na to czasu, mrówka była zajęta swoimi sprawami i chyba nawet nie miała świadomości, że ktoś, że on ją obserwuje, ptak już zapomniał o tym, jak przelatywał obok jego okna, firanka nie czuła nic. Niby skamieniały siedział wytrwale, pozwalił by rzeczy się działy, by czas płynął swoim torem, by krew stygła w żyłach. I tylko jego myśli niczym stado galopujących mustangów, przemierzało jego psychikę, wędrując po połączeniach nerwowych niczym po autostradzie. One też dostały zielone światło i miały prawo toczyć się swoim torem, tak jakby w nim, ale obok niego. Czy to już rezygnacja?? Czy inny odmienny stan nieświadomej świadomości? Nigdy się tego nie dowiemy, bo czas zbyt szybko pędzi by przystanąć na chwilę, by przyglądać się temu co niewidoczne, by odkryć drugie dno. Pęd życia ma to do siebie, że nie używa biegu wstecznego, nastawiony na prędkość, nie ma czasu i ochoty zwolnić, zatrzymać się, a my? Albo udaje się nam nadąrzyć za nim, albo odpadamy, rozbijając się o nasze marzenia. Nadal siedząc i nadal trwając już dawno utracił nadzieję. Jak widać bez niej też można żyć. I nie zadawać sobie pytania: cóż to za życie? Uśmiechnął sie do swoich myśli, nawet do tych złych i trwał dalej, pozwalając by wszystko toczyło się swoim torem, by miajło go, czasem zatrzymywało by popatrzeć, by zostać na chwilę, bądź przejść obojętnie. Podobno wszystko ma swój czas i swoje miejsce... Podobno...
Komentarze
Prześlij komentarz