Pewnego razu wieczorem...
Był to letni wieczór, jeden z tych, które na długo zapadają w pamięć. Słońce powoli układające się do snu schodzi coraz niżej, ptaki śpiewają swoje kołysanki. Gdy człowiek stojący na tarasie odpala papierosa, zaciąga się powoli, rozgląda się i odnajdując jeden punkt na widnokręgu wpatruje w niego uparcie. Zatopiony we własnych myślach, nie dostrzega życia, ktore cały czas płynie wokół niego. Świat przestaje istnieć, a on jak samotny okręt dryfuje bez żagli po bezkresnym oceanie wlasnych myśli. Nie zamierza zawitać do żadnego z portów, nie chce cumowac przy żadnej przystani, pragnie by fale wyobraźni pchały go niespiesznie choćby w otchłań burzliwych wspomnień, choćby w sztormy złych myśli. To jego sposób na wolność. Dopala papierosa, wyrzuca go szybkim ruchem nadgarstka i wraca do realnego życia.
Komentarze
Prześlij komentarz