Cisza przed burzą...

Było to na tyle niedawno by pamiętać, a na tyle dawno by pewne szczegóły uszły z pamięci. Dzień nie był nadzwyczajny, ciepły snoneczny, w powietrzu czuć było zbliżającą się burze. I ta burza nadeszła, ale nie taka na którą wszyscy czekali. Burza zaczęła sie tak nagle, jak tylko nagle może się zacząć. Pierwsze gromy uderzyły tam gdzie najmniej się tego spodziewał, wiedział, miał pełną świadomość, że to tylko początek, że nawałnica może i zapewne przybierze na sile. Miał jedynie nadzieję, że przed głównym uderzeniem zdąży zebrać się w sobie, skupić całą swoją energię na tym, by przetrwać, by wygrać, albo chociaż umrzeć próbując. Niebo nad jego głową zrobiło się tak ciemne jak jego myśli, blask słońca już dawno przestał istnieć, nie dodawał otuchy, lecz sprawiał, że chmury stawały się ciemniejsze i bardziej złowrogie, grzmoty i błyski dochodziły do niego z oddali, niczym echo zbliżającej się bitwy. Z każdą minutą zmniejszając dystans, powoli niespiesznie realne stawało się to co nieuniknione. Wyszedł jej na przeciw, musiał, po prostu musiał pokazać samemu sobie, że jest w stanie pokonać samego siebie, by mógł pokochać jej surowe piękno, jej chłodny dotyk deszczu na policzkach, ten wdzierajacy się w mozg krzyk, który towarzyszył kazdej z błyskawic. Nie miał wyjścia, tylko stając się nią mógł pokonać jej potęgę. Wyszedł więc naprzeciw burzy i swojemu losowi, wyszedł i dotąd nie wrócił... Na początku uderzyła go ta cisza, cisza która miażdży i rozrywa od środka krzykiem. Krople deszczu niczym zimne groty strzał zaczęły spadać na niego lawiną z taką siłą, że ledwo co mógł ustać na nogach. Mimo tego szedł dalej, powoli stawiając pewne kroki,szedł ku niej i nic nie mogło go już powstrzymać. Jedna z błyskawic uderzyła w ziemię parę centymetrów od niego, ale on kroczy dalej, podnosząc głowę ku ciemnym chmurom, uśmiecha się szyderczo i trwa w tym stanie przez chwilę. Pozwalając by burza go ogarnęła, by otuliła go swymi przerażającymi myślami. Z jego piersi wyrywa się ostatni krzyk, głos odbija się echem po niebie, ostatni oddech nim stanie się burzą. Zapraszającym gestem szeroko rozchyla ręce, by przytulić, by dać ukojenie jej i samemu sobie, przytula mocno i zadaje ostateczny cios, cios który pozwoli mu zaznać spokój, sprawi, że burza w jego głowie zniknie. Ostatni cios i ostatnie tchnienie. Wygrał... Pokonał siebie samego i straszliwe siły natury, które przyszło mu spotkać na swej drodze. Wygrał lecz sam stał się tym z czym walczył....

Komentarze